Był 13 sierpnia 1944 roku. We włoskim Brindisi słońce chyliło się ku zachodowi. W portowym miasteczku zaczynał się kolejny spokojny wieczór. Nieopodal miasta, na lotnisku Campo Casale, trwały intensywne przygotowania. Warczały silniki, mechanicy krzątali sięprzy samolotach. 10 potężnych, 4-silnikowych Liberatorów czekało na sygnał. Murray Baxter usadowił się w kokpicie swojej maszyny i razem z nawigatorem analizował mapę.

Chorąży Murray Alexander Baxter – pilot, lat 23, żonaty. Jedyny Australijczyk w załodze. Zaciągnął się na ochotnika.

Murray Baxter


Pozostali pospiesznie zajmowali swoje stanowiska. Czuło się poddenerwowanie połączone z ekscytacją. Wszyscy mieli w pamięci piekło, jakie rozegrało się trzy dni wcześniej nad Ploeszti. Kiedy, już nad celem, zaciął się mechanizm zwalniający bomby, a ładunek przeznaczony dla rumuńskiej rafinerii utknął w otwartym luku bombowym. Cudem udało się uniknąć trafienia odłamkiem przeciwlotniczym. Jednak z takim ładunkiem trzeba było coś zrobić, bo przecież lądowanie w bazie z ładownią pełną bomb to gwarantowana katastrofa. Na szczęście w drodze powrotnej, kiedy byli nad Adriatykiem, udało się ręcznie zwolnić bomby.

 

Tym razem miało być inaczej. W zamian za pechowego Liberatora, dostali maszynę o numerach KG 942, która dzień wcześniej brała udział w udanej wyprawie bombowej na węgierskie lotnisko Hajdúböszörmény.

Obsługa naziemna dała sygnał do startu. Warknęły silniki. Czterosilnikowe Liberatory zaczęły przygotowywać się do długiego nocnego lotu. Murray skierował maszynę na pas startowy, odczekał chwilę i wdusił gaz. Stalowy potwór zawarczał, po czym zaczął energicznie przyspieszać. Kilka minut później byli już w powietrzu. Robinson zanotował:

Start o 19.45 z Brindisi

Sierżant Richard William Robinson – nawigator, lat 21. Latał z wyboru, zgłosił się na ochotnika do RAFVR (Royal Air Force Volunteer Reserve). No bo jak można było siedzieć z założonymi rękoma, kiedy w Europie czekała wojna do wygrania?

Lecieli wysoko, poza zasięgiem reflektorów przeciwlotniczych. Zachodzące słońce majaczyło na horyzoncie. Europa pod nimi zupełnie nie wyglądała jak kontynent ogarnięty wojną.

Wręcz przeciwnie, można by przypuszczać że wszyscy tutaj smacznie spali, nieświadomi tego co dzieje się na świecie. Baxter spokojnie manipulował przyrządami sterowniczymi w kokpicie. Rutyna pozwalała utrzymać nerwy na wodzy. Przypomniał sobie jednak o celu, jaki został im wyznaczony. To wytrąciło go na chwilę z równowagi. Opadły go wątpliwości. Zrzut zaopatrzenia z niskiej wysokości? Nocą? W mieście, w którym toczą się walki? Nad terytorium wroga? Wpadli w turbulencje, co pozwoliło mu się opanować. Powtórzył tylko parę razy w myślach:

Zrzut skrzyń z zaopatrzeniem na WARSZAWĘ

Z zamyślenia wytrącił go krzyk Wintera: – Przy takich turbulencjach w ogóle nie dolecimy do tego cholernego miasta! – panikował. – Spokojnie Winter, do celu już niedaleko. 190 mil, zrzucamy skarby i wracamy – uspokajał Baxter. Wtedy poczuli kolejne uderzenie. Liberator runął kilkanaście metrów, po czym przechylił się na skrzydło. Trwało to trochę, jednak Baxter umiejętnie wyprowadził maszynę. – Zrzucamy paczki i wracamy! – krzyknął w interkom. – Nie będziemy ryzykować żonglerki tymi skrzynkami. – powiedział już spokojnie. Zatoczył koło, po czym krzyknął: – Joselyn, wyrzucaj kiedy będziesz gotowy!

Sierżant Gordon Wallace Joselyn – bombardier, lat 20. Pochodził z Swindon w hrabstwie Wiltshire, gdzie mieszkał z rodzicami. Zgłosił się na ochotnika do RAFVR.

Chwilę obserwował przesuwający się nocny krajobraz miasta. Lecieli nad Krakowem. Odczekał do momentu, w którym maszyna znalazła się poza miastem i uruchomił mechanizm zwalniacza. Skrzynie poszybowały swobodnie w ciemną noc. Na dole widać i słychać było potężne eksplozje w miejscu, gdzie upadły kontenery. Robinson zanotował:

Kontenery wyrzucone 10 mil na wschód od KRAKOWA. Zaobserwowano potężne eksplozje na ziemi

Lot powrotny minął bez większych przygód. Dotarli do bazy przed piątą i w milczeniu opuścili teren lotniska. Kolejna nieudana misja nie wpływała korzystnie na morale załogi. Następnego dnia rano Baxter dowiedział się że dziś znów lecą. W końcu będzie okazja się zrehabilitować – pomyślał w pierwszej chwili. Zaraz potem przeczytał w rejestrze wczorajszych lotów nad Warszawę:

Samolot EW 961 nie powrócił do bazy

Nie poprawiło to jego samopoczucia. Spodziewał się, że Warszawa pochłonie wiele załóg, jednak każda taka strata zdawała się być czymś, czego nie da się zracjonalizować.

Tego dnia przydzielono im maszynę o numerach EW 264. Startowali podobnie, o 20 byli w powietrzu. Kiedy mijali Kraków, zaczęli jeden po drugim przeszukiwać wzrokiem teren pod nimi. Towarzyszyła temu ciekawość i lęk. Baxter w myślach sam zadawał sobie pytanie, czego tak usilnie wypatruje w tym miejscu. Czyżby szukał skutków wczorajszego zrzutu? Po północy zobaczyli ją. Płonącą Warszawę. Kiedy nadlatywali nad przedmieścia, reflektory przeciwlotnicze zaczęły ciąć niebo ostrzami światła. Wyglądało to wręcz bajkowo – białe smugi światła w otoczeniu czerwieni płonącego miasta. Pratt miał wrażenie, że nad miastem krążą maszyny których nie potrafi rozpoznać. Jednak nie zachowywały się agresywnie i wydawały się nie reagować na formację bombowców.

Sierżant William Pratt – strzelec, lat 20. Pochodził ze Szkocji, zgłosił się na ochotnika do RAFVR.

Sielankę przerwał nagle huk eksplozji pocisków przeciwlotniczych. Formacja rozsypała się, Liberatory zaczęły krążyć nad miastem w poszukiwaniu punktów zrzutu. – Płonąca litera T, zrzut na niskiej prędkości, z niedużej wysokości… – powtarzał w myślach Baxter. Zrobił jeszcze jedno kółko i wtedy ją zobaczył. Był to szpaler ognisk, ułożony w literę T. Wokół energicznie kręciło się kilkanaście osób, choć z tej odległości wyglądali raczej jak ziarnka piasku wokół płonącego mrowiska. Baxter wykonał zwrot, a Liberator zaczął powoli obniżać lot. W napięciu zbliżali się do punktu zrzutu. Joselyn nerwowo kontrolował mechanizm spustowy. I wtedy oberwali…

Seria z szybkostrzelnego działka przeciwlotniczego podziurawiła poszycie i trafiła w zbiorniki paliwa. Liberator zaczął tracić sterowność. Baxter zrobił zwrot na południe i wyciągnął maszynę na większą wysokość. Barett ze stoickim spokojem meldował innym załogom bieżącą sytuacje: – Oberwaliśmy. Powtarzam, oberwaliśmy. Będziemy próbowali przymusowo lądować poza miastem.

Sierżant Fernard Joseph Barrett – radiooperator, lat 23. Pochodził z Francji z miasta Roubaix. Podobnie jak cała załoga, zgłosił się na ochotnika do RAFVR.

Baxter robił co mógł, żeby oddalić się od piekła kanonady artylerii przeciwlotniczej. Maszyna z każdą minutą traciła sterowność. Przez ułamek sekundy pomyślał o tym, żeby wydać rozkaz skoku ze spadochronem. Jednak byli już za nisko – skok z tej wysokości oznaczał samobójstwo. Chorąży Adams z Liberatora KG 942, biorącego udział w tej samej akcji, zanotował:

Godzina 1:00 – płonący obiekt w powietrzu – spadł na ziemię i eksplodował

Powyższa historia to fabularyzowana wersja wydarzeń, które rozegrały się w połowie sierpnia 1944 roku. Płonący Liberator EW 264, pilotowany przez Murraya Baxtera, spadł na Bateryjce na Ochocie. Cała załoga zginęła na miejscu.

W okolicach Ronda Zesłańców Syberyjskich znajduje się obelisk poświęcony Baxterowi i jego załodze. Niełatwo go dostrzec, jest oddalony od Alej Jerozolimskich i osłonięty roślinnością. Z kolei do deptaka przy Szujskiego jest ustawiony tyłem.

Warto jednak podejść bliżej, będąc w okolicy, bo obelisk jest związany z niezwykle ciekawą historią, pełną odwagi i poświęcenia. Tekst na tablicy brzmi:

Tu 15 sierpnia 1944 roku niosąc pomoc powstańczej Warszawie zginęła śmiercią lotnika cała załoga Liberatora EW264 ze 178 Dywizjonu Bombowego brytyjskich sił powietrznych RAF.
W/O p. M.A.BAXTER RAAF
F/Sgt n. R.W.ROBINSON
Sgt F/E J.WINTER
Sgt A/B G.W.JOSLYN
F/Sgt A/G J.V.LEE
F/Sgt A/G W.PRATT
F/Sgt WO A/G F.J.BARRETT
CZEŚĆ ICH PAMIĘCI

Załogi dywizjonu 178 stanowili Anglicy, Szkoci, Francuzi, czy Australijczycy – ludzie, którzy przed wojną być może nawet nie słyszeli o Polsce. Ochotnicy, którzy ginęli próbując nieść pomoc walczącej stolicy. Tego dnia z wyprawy nad Warszawę nie wróciły jeszcze dwa Liberatory: KG873 i KG828. Obydwa zestrzelone w drodze powrotnej w okolicach Tarnowa przez niemieckiego myśliwca nocnego. Zginęli wszyscy członkowie obydwu załóg.

Mamy w Warszawie kilka obelisków poświęconych zestrzelonym załogom alianckim, które latały ze zrzutami dla Powstania. Liberator o numerze EW 961, zestrzelony 13 sierpnia 1944 roku, o którym także wspominam w tym tekście, ma swój obelisk na Pradze w Parku Skaryszewskim.

Fakty, które były inspiracją do napisania tego krótkiego tekstu, zaczerpnąłem głównie z brytyjskich archiwów. Poniżej dwa wycinki:

Bomby zrzucone w okolicach Krakowa

EW264. Samolot nie powrócił do bazy

 

I na koniec – nie byłbym sobą, gdybym nie zestawił miejsca katastrofy z jakimś ujęciem z czasów okupacji. Oto owo zestawienie – widzimy to samo miejsce z Dworca Zachodniego. Charakterystyczna kamienica (ul. Bohaterów Września 19) jest chyba ostatnim świadkiem wydarzeń, których dotyczy obelisk.

Kamienica przy ulicy Bohaterów Września 19, obok której stoi obelisk

 


Żródła:

  1. Załoga Liberatora EW 264 ze 178 dywizjonu bombowego brytyjskich sił powietrznych RAF: https://armiakrajowa.org.pl/ztm/pdf/bateryjka.pdf
  2. The National Archives, Squadron Number: 178 Appendices: Y
  3. The National Archives, Squadron Number: 178 Records of Events: Y
  4. The National Archives, Squadron Number: 178 Summary of Events: Y
  5. Zrzuty lotnicze Sprzymierzonych z pomocą powstańczej Warszawie: http://www.sppw1944.org/powstanie/powstanie_zrzuty.html
  6. Zwycięstwa powietrzne niemieckich nocnych myśliwców nad alianckimi samolotami niosącymi zaopatrzenie dla Armii Krajowej nad Małopolską w 1944 roku, Szymon Serwatka

Tags:

1 Comment

  1. Szczątki tego liberatora z okolic Dworca Zachodniego zostały przekazane do pracowni historycznej w szkole podstawowej nr 175

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *